Home Piwo Warszawski Festiwal Piwa – epilog

Warszawski Festiwal Piwa – epilog

by Michał

garść wrażeń po pierwszej edycji


Nie zdziwię się, jeżeli będzie to ostatni wpis w polskiej piwnej blogosferze podsumowujący pierwszy WFP. Cóż – ostatnio prowadzę tułaczy tryb życia, doba ma tylko 24h a tydzień 7 dni. Natomiast piwnych tematów przybywa w zastraszającym tempie ;)


Wszystko co tutaj przelewam w formie cyfrowej jest z myślą o przyszłorocznej edycji.

20141010_164117 (Kopiowanie)


Lokalizacja


Imprezy piwne mają w Polsce niezły rozstrzał. Birofilia na terenie browaru w Żywcu, Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa na terenie stadionu, Beer Geek Madness w klubie, Poznańskie Targi Piwne w hali Expo. Jak na tym tle przedstawia się teren WFP?

20141011_150635 (Kopiowanie)


Początkowo byłem mocno entuzjastyczny, ot nostalgia. Chodziłem do podstawówki po sąsiedzku, kilkanaście lat życia spędziłem zresztą w tamtej okolicy. Ale to ja, wiele takich przypadków na pewno nie było. Komunikacja jest w okolicy całkiem dobra a i z metra można dojść z buta w rozsądnym przedziale czasowym. Natomiast już sam wybór miejsca Festiwalu gorszy.


Przede wszystkim okazało się, że jedna brama to zdecydowanie za mało, szczególnie widoczne było to w piątek po rozpoczęciu Festiwalu. Kolejka aż do Domaniewskiej. Z jednej strony to dobrze, bo świadczyło o zainteresowaniu, ale ja osobiście jestem z tych bardziej niecierpliwych. I rozumiem, że niektórzy nie byli tym faktem ukontentowani.

PA10630002 (Kopiowanie)


Pogoda sprawiła psikusa i była praktycznie wiosenna. Co jednak oznaczało, że przy ilości działających chłodziarek oraz ludzi w samej hali festiwalowej dosyć drastycznie zmniejszył się zapas tlenu. Byłem przekonany, że w sobotę uda się otworzyć wywietrzniki w dachu, ale widocznie był z tym pewien problem. Niedopatrzeniem był też brak miejsc na usadzenie swojego majestatu, zostało to co prawda oddolnie ogarnięte częściowo w sobotę, ale warto jednak mieć to na względzie. Jednak 3 dni Festiwalu to nie cocktail party i nogi w rzyć mogą przez ten czas wejść.


Jestem zwolennikiem festiwali/targów pod dachem, ale tutaj warto by jednak było przemyśleć lokalizację. Szczególnie ze względu na punkt drugi, którym jest Frekwencja.


Ano właśnie. Odniosłem wrażenie, że cała impreza była dla kumatych. Jeżeli już ktoś był nie obeznany w nowofalowym polskim piwowarstwie to tylko i wyłącznie z tego powodu, że został przyciągnięty na holu przez orientujących się znajomych. I szybko fakt nieobeznania się zmieniał. Zdecydowanie zabrakło szerszej reklamy. Nie ukrywajmy – blogi piwne czy serwisy branżowe jednak trafiają do stosunkowo małej liczby czytelników. Warto by było w przyszłorocznej imprezie pójść szerszą ławą i trafić też do środowisk niepiwnych. I wziąć też wtedy pod uwagę możliwość pojawienia się większej ilości zwiedzających.

20141011_223543 (Kopiowanie)


Oferta

20141011_162512 (Kopiowanie)


Tutaj absolutnie nie ma niczego do zarzucenia. Śmietanka polskiego piwowarstwa plus dystrybutorzy zagranicznych piw. Dobrym posunięciem było również stoisko z kawą oraz ściągnięcie bardzo dobrych food trucków (Chyży Wół na zawsze w naszych żołądkach).

20141011_181137 (Kopiowanie)


MOT PSPD

PA12634204 (Kopiowanie)


Wyklady oraz stanowisko piwowarstwa domowego były z kolei bardzo zmyślnie zainstalowane w bardziej kuluarowej części hali z dedykowaną osobną salą. Zdecydowanie in plus.


Subiektywny punkt widzenia

PA10631105 (Kopiowanie)


Festiwal zrobił na mnie dobre wrażenie. Jak na pierwszy strzał było dobrze. Wybór piw, kapitalne piwne towarzystwo z branży (które często widuje się od imprezy do imprezy ze względu na rozstrzał po całej Polsce), możliwość usłyszenia z pierwszej ręki opinii o piwach „uwarzonych własnymi rękami”. Plus oczywiście fakt, że kumpluję się zarówno z Jackiem jak i Pawłem, a co do warunków to jako motocyklista jestem zaprawiony w bojach.


Natomiast! Z profesjonalnego punktu widzenia były pewne mankamenty, które przy drugiej edycji imprezy warto wyeliminować. Co będzie pozytywne zarówno dla odwiedzających, wystawców jak i samego Festiwalu, przeradzając się w kapitalną imprezę trwale zaznaczoną w piwnym kalendarzu. Pierwsze koty za płoty i do przodu ;)

Może Ci się również spodobać

Cześć! Moja strona używa ciasteczek w celu bezproblemowego jej działania. Podejrzewam, że nie jest to dla Ciebie problemem, natomiast w każdej chwili możesz je wyłączyć z poziomu przeglądarki. Akceptuję Więcej informacji