Home Piwa Kontynuacja Czarnego Tygodnia

Kontynuacja Czarnego Tygodnia

by Michał

tym razem portery


Tydzień w zasadzie nie planowany, jakoś samo wyszło, że do recenzji trafiły same ciemne piwa. Stouty w niedzielę, we wtorek Oatmeal Stout z MaJera, dzisiaj z kolei portery. A to nie koniec, jutro będzie jeszcze jeden ciemniak. Nie narzekam, od zawsze preferuję ciemniejszą stronę procentów.


Portery i owszem, ale nie bałtyckie. Styl, który może być hitem w naszym kraju. Artezański Brown Porter idzie lepiej niż woda i razem z Pacific Pale Ale jest koniem pociągowym browaru. Piwa oferujące więcej smaków niż tradycyjny wytrawny stout, jednocześnie niesamowicie pijalne i przyjemne w odbiorze. Nic nie umniejszając tutaj porterowi bałtyckiemu są to jednak bardziej knajpiane gatunki.


Oczywiście polska nauka zna przypadki wychylenia paru kufli bałtyckiego porteru pod rząd. Pół litra wódy też można naraz obalić, ale takimi przypadkami nie zamierzam się zajmować na blogu.


Meantime Chocolate Porter


Piana: Średniopęcherzykowata, beżowa, początkowo niska i szybko opada do wspomnienia. Nic szczególnego.

Barwa: Klarowne, dosyć jasne – ciemna wiśnia/palisander.

Zapach: Czekolada, kakao, wanilia, ciemne słody, lekkie estry kwiatowe. Espresso, świeżo zmielone ziarna kawy. Rzeczywiście nazwa nie kłamie, zapach kojarzy się z bardzo dobrą czekoladą. Z każdym kolejnym niuchem odkrywamy coś nowego, profil zapachowy bardzo przyjemnie rozwija się z czasem.

Smak: Kawa, czekolada i potężna słodowość. Początkowa wspaniała dawka słodowości przechodzi w akcenty czekoladowe, kawowe, lekką kawową cierpkość, by skończyć aksamitnymi nutami.

Piwo wybitnie deserowe, kojarzy mi się wręcz z delikatnym milk stoutem. Bardzo udany przypadek. Swoją drogą podoba mi się butelka, na pewno znajdę dla niej zastosowanie w domowej spiżarni.


Anchor Porter

Produkowany w San Francisco od 1972 roku. Znaczy się tradycyjny i powinien dostać znak produktu regionalnego ;)

Piana: Piękna, wybitnie bujna, drobnopęcherzykowata, beżowa, o konsystencji ubitego białka. Oblepia szkło i wygląda genialnie.

Barwa: Ciemniejszego portera bałtyckiego, praktycznie stoutowata.

Zapach: Chleb bananowy, kwas chlebowy, chleb razowy, lukrecja i ciemne słody. Mocno niestandardowo. Banany i lukrecja bardzo dużo przykrywają. Ja nie znoszę lukrecji tak samo jak anyżu, więc jest to dla mnie powód, by więcej tego piwa nie kupować. Ciemne słody. Bardzo leciutkie cytrusy z chmielu, przykryte przez resztę aromatów.

Smak: Dosyć mocno wysycone, ciemne i palone słody na finiszu oraz lekkie mydło. Początkowa słodowość przechodzi od razu kwaskowaty, cierpki finisz.

Nic specjalnego. Poza tym sądzę, że Anchor Christmas Ale 2011 był zrobiony właśnie na bazie portera. Cholernie podobne piwo. Zdecydowanie lepiej zainwestować nawet w podstawową wersję Gonzo.


Midnight Porter

Piana: Piękna, wybitnie bujna, drobnopęcherzykowata, beżowa, ale jaśniejsza niż w Anchor, o konsystencji ubitego białka. Oblepia szkło i wygląda genialnie.

Barwa: Stout.

Zapach: Słodowa pełnia, ciemne słody, lekka aksamitność, delikatne cytrusy i imbirowy finisz.

Smak: Tak jak w przypadku zapachu pierwsze skrzypce gra słodowa pełnia, następnie wkraczają bardzo przyjemne, delikatne smaki ciemnych słodów, by finiszować imbirem oraz aksamitnym smakiem palonego jęczmienia. Wysycenie średnie.

Z kolei imbir uwielbiam w każdej postaci. Połączenie imbiru z porterem? Świetny pomysł, będę musiał coś podobnego w domu uwarzyć.


Left Hand Brewing Black Jack Porter

Piana: Słaba, początkowo 1cm i bardzo szybko opada do wspomnienia. Przybrudzona.

Barwa: Ciemny brąz z wiśniowymi refleksami.

Zapach: Czekolada, likier irish cream, estry owocowe, lekki aromat łuski prażonego jęczmienia, ciemny chleb. Bardzo delikatna lukrecja.

Smak: Niskie wysycenie. Piwo jest dosyć wytrawne o stosunkowo niskiej pełni. Rozpoczyna się lekką słodyczą i karmelami, by finiszować gorzką czekoladą i smakami palonymi. Sam finisz jest zresztą lekko pylisty i ciemny, palony.

W sumie fajne piwo sesyjne. Na pewno można nim ugasić pragnienie oraz wypić parę buteleczek. Lukrecja nie przeszkadza nawet mnie.


Poprzedni rok należał do piw, które w większych dawkach u ludzi nie przyzwyczajonych mogły wywołać paraliż języka. Czy w tym roku będziemy świadkami wysypu piw sesyjnych? Życzyłbym tego i Wam i sobie.

Może Ci się również spodobać

Cześć! Moja strona używa ciasteczek w celu bezproblemowego jej działania. Podejrzewam, że nie jest to dla Ciebie problemem, natomiast w każdej chwili możesz je wyłączyć z poziomu przeglądarki. Akceptuję Więcej informacji